Miniony sezon był dla Szymona Szlauderbacha dość pechowy. Na początku roku 25-latek doznał kontuzji, która odcisnęła piętno na postawie Szymona w całych rozgrywkach. – Ogólnie to był bardzo trudny rok, ale wyciągnąłem z niego dużo wniosków, które zaprocentują w przyszłości – mówi Szlauderbach.
Wszyscy są już myślami przy nowym sezonie, ale wróćmy jeszcze na chwilę do twoich startów w 2025 roku. Czy jesteś zadowolony z tego, jak ułożył się miniony sezon?
Szymon Szlauderbach: Nie do końca. Przyznaję, że to był najtrudniejszy i najbardziej pechowy sezon w mojej karierze. Na początku roku doznałem ciężkiej i dosyć bolesnej kontuzji. Liczyłem na to, że szybciej dojdę do formy i będę w stanie się ścigać na odpowiednim poziomie, ale niestety tak się nie stało. Wiadomo, że początek sezonu jest bardzo ważny, bo mamy sporo zawodów i treningów. A dla mnie to był stracony czas, bo wypadłem na 1,5 miesiąca. Z perspektywy czasu uważam, że powinienem odpocząć nieco dłużej. Może wtedy byłbym w stanie jeździć lepiej w drugiej części sezonu. Ogólnie to był bardzo trudny rok, ale wyciągnąłem z niego dużo wniosków, które zaprocentują w przyszłości.
To musiał być wyjątkowo trudny rok, szczególnie biorąc pod uwagę to, że w 2024 roku spisywałeś się naprawdę przyzwoicie.
To prawda. Miałem nadzieję, że po sezonie 2024 ten kolejny rok będzie jeszcze lepszy, a może nawet przełomowy w mojej karierze. Niestety szczęście mi nie dopisało, ale znam swoją wartość, zyskałem bardzo dużo doświadczenia i liczę na to, że moja ciężka praca w okresie przygotowawczym sprawi, że 2026 rok będzie dla mnie szczęśliwy.
Czujesz, że w H. Skrzydlewska Orzeł to idealne miejsca na odbudowanie formy?
Na pewno zależało mi na tym, by jeździć w jak najwyższej lidze. Po ciężkim roku nie miałem zbyt dużo propozycji z Metalkas 2. Ekstraligi, więc tym bardziej doceniam to, że Orzeł się po mnie zgłosił. Chcę się odwdzięczyć za to zaufanie dobrymi wynikami, szybką jazdą i wieloma zdobytymi punktami.
Odnoszę wrażenie, że w twoim przypadku bardzo ważne będzie to, byś jak najwięcej jeździł – i na treningach i w meczach o stawkę.
Dokładnie tak. W poprzednim sezonie miałem bardzo mało wyścigów, co się przełożyło na brak pewności siebie. Naprawdę bardzo liczę na to, że teraz będę miał więcej szczęścia niż rok temu. Znam siebie i wiem, że im więcej jeżdżę, tym lepiej się czuję i lepiej się spisuję w zawodach. Poza tym, w Łodzi jest bardzo dobrze prosperujący klub, wszystko jest tak, jak powinno i myślę, że to jest idealne miejsce dla mnie, by się rozwijać i przy okazji dać radość naszym kibicom.
Sporo zawodników podkreśla, że ważne jest to, by dobrze się czuć na swoim domowym torze. Czy tobie tor na Moto Arenie odpowiada?
W ostatnich latach notowałem w Łodzi niezłe mecze. Może nie były one wyśmienite, ale jechałem solidnie. Dobrze mi się tutaj startuje, bo sam tor jest przystosowany do fajnego ścigania, a do tego cały obiekt robi wrażenie.
Wskaż proszę na koniec najsilniejszą stronę, która cię charakteryzuje.
Myślę, że moim największym atutem jest wytrwałość i dążenie do celu. Nauczyłem się też bycia cierpliwym, bo wiem, że żużel jest dość nieprzewidywalny, ale zawsze suma szczęścia jest równa zeru. To jasne, że w trakcie sezonu zdarzą się ciężkie momenty, ale jestem już na tyle doświadczony, że wiem, że nie wolno tracić głowy, tylko ciężko pracować, by wyjść na prostą.



















